Iaquarius.pl

Blog dla Miłośników Zwierząt, Sklepów, Weterynarzy w Warszawie

Codzienność Sklepy, Producenci, Organizacje

On wróci – Franciszek Klimek

Zapłacz
Kiedy odejdzie,
Jeśli cię serce zaboli,
Że to o wiele za wcześnie
Choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
Bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
Lecz niech uwierzą wierzący,
Że on nie odszedł na zawsze.

Zapłacz
Kiedy odejdzie,
Uroń łzę jedną i drugą,
I – przestań
Nim słońce wzejdzie,
Bo on nie odszedł na długo.

Potem
Rozglądnij się wkoło
Ale nie w górę
Patrz nisko
I – może wystarczy zawołać,
On może być już tu blisko…

A jeśli ktoś mi zarzuci,
Że świat widzę w krzywym lusterku,
To ja powtórzę:
On wróci
Choć może i w innym futerku…

(Franciszek Klimek)

To bardzo popularny w ostatnich miesiącach wiersz Franciszka Klimka. Wydaje się na pierwszy rzut oka prosty i wzruszający.

To dobrze, że jest czytelny. Za tymi prostymi słowami kryje się jednak głębia i wielkie emocje, a także uczucia oraz wartość literacka.

3 pierwsze strofki zaczynają się słowem „zapłacz”. Potęgowanie smutku, wręcz rozkaz – zapłacz, to bardzo ludzkie okazywanie żalu i smutku. O pożegnaniu ukochanego zwierzęcia poeta pisze jak o pożegnaniu człowieka. O tym, że chodzi tu o zwierzę czytelnik dowiaduje się dopiero z ostatniej linijki tekstu. Czy chodzi o psa? Niekoniecznie, to może być każdy zwierz, kot, chomik, świnka morska, a może szczurek – on – czyli Twój zwierzak?

O utraconym przyjacielu poeta pisze w kategoriach człowieka wierzącego – zwierzę odchodzi jak człowiek: za wcześnie, z Bożej woli, przy bolącym sercu człowieka. Człowiek w tej rozpaczy powołuje się na pomoc Boga, przychylność nieba (dla płaczących jest ono łaskawsze), wypatruje z niego wsparcia. Wierzy, że jego przyjaciel nie odszedł na zawsze, wierzy w jego nieśmiertelność?

niech uwierzą wierzący,
Że on nie odszedł na zawsze.

Dyskusja o tym, czy zwierzę ma duszę trwa do dziś i budzi wiele emocji. Poeta jest jednak o tym przekonany – niech uwierzą wierzący – zwraca się do ludzi wierzących o przyjęcie do wiadomości faktu nieśmiertelności zwierzaka. Jednak, czytając wiersz dalej i dochodząc do puenty, przekonujemy się , że być może o co innego autorowi tutaj chodzi. Być może. Bo jedno nie wyklucza drugiego. Skoro ukochany zwierzak powróci w innym futerku, to być może mamy tu do czynienia z wędrówką dusz? A może z jednym i z drugim? A może po prostu nie wiemy co się dzieje z naszym ukochanym zwierzakiem po śmierci i wciąż szukamy tej ostatecznej prawdy. Może wędruje po świecie i szuka nowego domu, może czeka gdzieś na nas? Jeśli wędruje i szuka domu, nie można go przecież pozostawić na pastwę losu. Nie płacz długo – proponuje autor, rozejrzyj się , możesz zrobić coś dobrego: obdarować miłością i posiadanym doświadczeniem innego zwierzaka. A być może to właśnie jest ten, który odszedł – ale czy odszedł, może właśnie powrócił, a co z tego, że w innym futerku?

Wiersz na czasie, polecany tym, którzy płaczą po starcie pupila i nie przygarniają innego, choć mają ku temu warunki. Wiersz wzruszający, daje do myślenia.

Nie warto zamykać się w smutku. Może jeszcze coś możemy dla zwierzaków zrobić, szkoda zmarnować każdego ciepłego kąta. On gdzieś czeka, ten Nasz Zwierzak.

Poeta dyskretnie posługuje się środkami stylistycznymi, rymami, epitetami, anaforami, przenośnią, używa słownictwa potocznego i archaicznego. Utwór jest jednak tak skonstruowany, że każdy jest w stanie go zrozumieć – choćby dosłownie. Gdy przeczytamy go raz kolejny, dojrzymy w nim głębię i przemyślenia.

Poszukiwanie miejsca pobytu przyjaciela, który odszedł nasuwa skojarzenie „Trenów” J. Kochanowskiego. W nich poeta także pytał „gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest?” i szukał swojej córeczki w różnych (wszelkich znanych) krainach wiecznej szczęśliwości.

A mnie się przypominała historia, którą słyszałam od jednej pani. Miała przez wiele lat pieska. Po jego stracie cierpiała i choć minęło już wiele lat od jego odejścia, wciąż odczuwa jego brak i z rozrzewnieniem go wspomina. Opowiedziała mi o swojej przygodzie. Po śmierci czworonoga pojechała z mężem rowerem na przejeżdżę. Jakoś tak mimo woli dojechali na skraj miasta, w okolice schroniska dla zwierząt. Stanęła pod siatką i podbiegł do niej piesek. Na jego widok zamarła w bezruchu. Był taki jak ten, którego straciła. Stała jak zaczarowana. Była gotowa natychmiast go ze sobą zabrać. Mąż jednak odciągnął ją od siatki niemalże siłą.

Do dziś wspomina tamto wydarzenie. Czy żałuje, że pieska nie wzięła? Nie wiem. Przyciśnięta chorobami tłumaczy, że już nie mogłaby się nim opiekować. No i lat życia już ma trochę za sobą.

I jak tu nie wierzyć, że nasz kochany pupil gdzieś na nas czeka? Może nawet w tym samym futerku….

Rozejrzyj się więc dokoła, i nie rozpaczaj. Możesz jeszcze niejednemu pomóc.

5 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *